NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
512redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

Hobbit – niezwykła podróż tam i z powrotem

Dodano: 23.02.2015, autor: @filoloszka86
kategoria: Recenzje (Książka),  ocena: 5,  rodzaj: Ogólnodostępny
Fantazja, fantastyka, książki i filmy fantastyczne lub tzw. science fiction – oto tematy popularne, ponadczasowe, niepowtarzalne, które wciąż zaskakują, ciekawią, czasem nawet śmieszą albo wręcz odwrotnie – psują efekt w wydawałoby się dobrym filmie lub zwiastunie. Są jednakże i tacy twórcy, którzy za pośrednictwem jednego tylko filmu, jednej książki potrafią zahipnotyzować, „wejść” do czyjejś głowy na długi, długi czas. Do tego grona niewątpliwie można zaliczyć pisarza Johna Ronalda Reula Tolkiena oraz reżysera Petera Jacksona.
Bilbo Baggins, bohater książki Hobbit, czyli tam i z powrotem oraz jej filmowej adaptacji w postaci trylogii (przypomnijmy: Hobbit: Niezwykła podróż; Hobbit: Pustkowie Smauga; Hobbit: Bitwa pięciu armii) autorstwa Petera Jacksona to, na pierwszy rzut oka, niczym nie wyróżniający się hobbit – mieszkaniec Pagórka. Żyje on spokojnie w swojej norce odziedziczonej po ojcu, lubi wszelkie wygody oraz przyjemności dnia codziennego, dobrze zjeść, a ponadto wiedzie on spokojny, harmonijny i poukładany żywot. I żyłby tak zapewne aż do końca swoich dni, gdyby nie Gandalf, który pewnego pięknego dnia złożył mu nieoczekiwaną wizytę oraz... propozycję wyprawy w nieznane. Co więcej, czarodziej oświadczył, że ta przygoda wyjdzie mu na zdrowie, ale nie będzie sam – razem z nim wyruszą jeszcze: Dwalin, Balin, Kili, Fili, Dori, Nori, Ori, Oin, Gloin, Bifur, Bofur, Bombur, Thorin i oczywiście Gandalf jako przewodnik. A co na to wszystko Bilbo? Oczywiście nie uwierzył w to wcale, nie miał najmniejszej ochoty opuszczać swojej wygodnej norki, a już tym bardziej słuchać historii o smokach, skarbach i tym podobnych rzeczach. W końcu jednak podjął decyzję, dzięki której całą gromadą udali się do Samotnej Góry. Tylko dlaczego i po co? Co ich tam spotkało, z czym musieli się zmierzyć, o co walczyć? Ano, przekonajcie się sami...
Odkąd tylko pamiętam, nigdy nie interesowałam się fantastyką w jakiś szczególny sposób, a twórczość Tolkiena znałam dosyć pobieżnie. Nie zmieniło się to nawet w momencie, kiedy na ekrany kin wchodziła trylogia Jacksona Władca Pierścieni (przypomnijmy: Władca Pierścieni: Drużyna pierścienia; Władca Pierścieni: Dwie Wieże; Władca Pierścieni: Powrót króla), a potem zaczęto ją emitować w telewizji. Zawsze wtedy myślałam, że to taka sobie, ot, zwykła bajka dla małych i dużych, którą dobrze się ogląda, a efekty specjalne robią wrażenie i niewątpliwie dodają uroku. Więc dlaczego teraz zmieniłam zdanie i dlaczego Hobbit? Odpowiedź jest bardzo prosta: aby dobrze zrozumieć wszystko to, co działo się we Władcy Pierścieni, swoją przygodę z twórczością Tolkiena trzeba rozpocząć właśnie od Hobbita. Ci bowiem, którzy czytali i oglądali o przygodach Frodo Bagginsa, zapewne nie mogli zrozumieć, dlaczego miecz, który miał przy sobie hobbit, nieprzypadkowo nazywał się Żądełko, ani w jaki sposób magiczny pierścień trafił do rąk własnych Frodo i jakie byłoby jego prawdziwe przeznaczenie, gdyby nie został zniszczony w Górze Przeznaczenia. Można co prawda pominąć te, z początku wydawałoby się, że nic nie znaczące szczegóły i wątki poboczne, być może nieważne z punktu widzenia całej historii, ale jak głosi znane powiedzenie „diabeł tkwi w szczegółach” i to właśnie one dodają uroku tym opowieściom, a jednocześnie łączą wszystko w jedną harmonijną całość.
Wracając jednakże do Hobbita: niewątpliwym autem powieści Tolkiena jest niezwykła obrazowość, plastyczność oraz dokładność w szczegółach – to wszystko razem sprawia, że wyobraźnia czytelnika ma niezwykle szerokie pole do popisu, a może nawet pozwolić mu na zatopienie się w marzeniach o dalekich krajach, podróżach, których z jakiegoś powodu do tej pory nie odwiedził i nie zrealizował. Marzenia są przecież po to, aby je spełniać – więc czemu by nie pójść w ślady Bilba, nie przeżyć czegoś wspaniałego, pojechać w podróż życia? Nie dlatego, aby później móc do woli chełpić się przed znajomymi, gdzie to się nie było, ale tylko i wyłącznie dla samego siebie, odkrycia na nowo własnej tożsamości, pokonania swoich lęków, słabości, barier, w których tkwiliśmy przez długi czas i nie byliśmy ich świadomi albo wyparliśmy zupełnie z pamięci wiele, wiele lat temu. W końcu życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, na co trafisz.
Czytając Hobbita, zwróciłam także uwagę na jeszcze jedną intrygują rzecz. Wszelkie adaptacje filmowe dzieła literackiego, nawet te najbardziej udane pod względem artystycznym i wizualnym (że już o milionowych zyskach nie wspomnę), zawsze mają w sobie jakąś skazę, jakieś przysłowiowe „ale”. Nie inaczej było w tym przypadku – oglądając Hobbita na ekranie miałam ciągłe wrażenie niedosytu, jakiegoś braku. Dopiero przy lekturze książki zrozumiałam, o co tak naprawdę chodziło: powieść zawiera wiele wątków, które w filmie zostały skrócone, inaczej przedstawione albo po prostu dodane na potrzeby ekranizacji. Tak było w przypadku sceny w podziemiach, gdzie Bilbo i Gollum zadają sobie zagadki – w książce jest ich dwa razy tyle, co w filmie; to samo tyczy się pieśni śpiewanych przez gości w norce Bilba w przeddzień jego wyruszenia na wyprawę po przygodę życia; również śmierć filmowego Smauga została zinterpretowana nieco inaczej niż we pierwowzorze literackim, itp. Niemniej są to tylko szczegóły, które zasadniczo w niczym nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie – nadają obu dziełom osobliwego smaczku. Zarówno książkę, jak i film można czytać oraz oglądać do woli, z pełnym zachwytem, radością tak, aby „serce pukało i pikało głośno w piersi”. Niewątpliwie John Ronald Reul Tolkien oraz Peter Jackson stworzyli fantastyczny świat pełen czarodziejów, smoków i przedmiotów o nadprzyrodzonej mocy, który niezmiennie zachwyca kolejne pokolenia czytelników oraz widzów.
Po przygody z Bilbo Bagginsem może wyruszyć każdy, niezależnie od tego, czy lubi literaturę fantastyczną, filmowy świat fantazy, czy też nie. W życiu bowiem trzeba spróbować wszystkiego – choćby po to, aby później nie żałować, że była ku temu okazja, a my jej nie wykorzystaliśmy. Nie ma co czekać. Carpe diem!

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
5
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły